Przejdź do menu głównego Przejdź do wyszukiwarki Przejdź do treści

Dostępne skróty klawiszowe:

  • Tab Przejście do następnego elementu możliwego do kliknięcia.
  • Shift + Tab Przejście do poprzedniego elementu możliwego do kliknięcia.
  • Enter Wykonanie domyślnej akcji.
  • ALT + 1 Przejście do menu głównego.
  • ALT + 2 Przejście do treści.
  • Ctrl + Alt + + Powiększenie rozmiaru czcionki.
  • Ctrl + Alt + - Pomniejszenie rozmiaru czcionki.
  • Ctrl + Alt + 0 Przywrócenie domyślnego rozmiaru czcionki.
  • Ctrl + Alt + C Włączenie/wyłączenie trybu kontrastowego.
  • Ctrl + Alt + H Przejście do strony głównej.
5 maja 2023

Rozmowa z pisarką Agnieszką Dobkiewicz: „Moja dusza rozdziera się na tysiące kawałków”

Drukuj

Pamięć powoduje, że stajemy po stronie ofiar. Niepamięć oznacza spełnienie woli oprawców – mówi Agnieszka Dobkiewicz, autorka „Małej Norymbergi” i „Dziewczyn z Gross-Rosen”.

Magdalena Cyankiewicz: W swoich książkach opisuje pani obozowe piekło. Dlaczego wybrała pani tak trudną tematykę, a propagowanie historii obozu uczyniła niemal swoją misją?

Agnieszka Dobkiewicz: – Nie myślałam tak o tym, co robię, ale faktycznie jest to pewien rodzaj misji. Urodziłam się i mieszkam blisko dawnego obozu koncentracyjnego. Bywam w nim regularnie jako dziennikarka przy okazji różnych uroczystości i widzę, że jest na nich coraz mniej osób. W pewnym momencie dotarło do mnie, że jeśli nic więcej nie zrobimy, to za kilka lat zupełnie przestaniemy rozumieć tragedię, która tu się rozegrała, a później zapomnimy o ludziach, których do grossroseńskiego niewolniczego systemu wtłoczono. Pomyślałam, że trzeba coś zrobić, by ludzie znowu zaczęli się utożsamiać z tym miejscem. Nie na siłę, a z potrzeby i szacunku. Przecież pamięć powoduje, że stajemy po stronie ofiar. Niepamięć oznacza spełnienie woli oprawców. I wtedy wszystkie drzwi zaczęły się otwierać przed moimi działaniami. Powstała „Mała Norymberga”, później „Dziewczyny z Gross-Rosen”. Mam wrażenie, że w kwestii pamiętania po tych książkach coś się ruszyło na Dolnym Śląsku.

W pani książkach śledzimy losy Żydów z Będzina i Dąbrowy Górniczej. Co o tych więźniach KL Gross-Rosen wiadomo?

– W moich książkach faktycznie pojawili się zagłębiowscy Żydzi. Była to bowiem bardzo liczna grupa, która się znalazła w grossroseńskich filiach. Wielu z nich trafiło prosto z obozów pracy Schmelta. Tak znalazła się tu wyjątkowa bohaterka „Dziewczyn z Gross-Rosen” z Zagłębia Dąbrowskiego.

Na okładce tej książki brama obozowa nieprzypadkowo zestawiana jest ze zdjęciem młodej kobiety w sukience siedzącej na łące. To urodzona w Dąbrowie Górniczej Fela Szeps, bohaterka przejmującego reportażu „Fela”. Jak odkryła pani jej historię?

– Do dziś, gdy myślę o tej mądrej dziewczynie, moja dusza rozdziera się na tysiące kawałków. Nie jest to przenośnia, naprawdę tak czuję. Zaczęło się od zdjęcia. Znalazłam je w zbiorach United States Holocaust Memorial Museum. Opisuję to dość dokładnie w książce, bo to było bardzo intensywne przeżycie. Okazało się, że „staruszka” ze zdjęcia jest 20-kilkuletnią dziewczyną, która przeżyła najdłuższy marsz śmierci, jaki wyruszył podczas wojny. Była to Fela Szeps. Zdjęcie zrobiono na dzień przed jej śmiercią. Może dlatego niesie w sobie taki ładunek prawdy o losie człowieka, prawdy o piekle wojny. Jak pięknie to napisała Swietłana Aleksiejewicz: „Wojna toczy się na ciałach kobiet”. Wiedziałam od razu, że o Feli napiszę. I tu zaczęło się znowu otwieranie drzwi, o którym wspomniałam. Okazało się, że w archiwach zachował się jej pamiętnik. Ręce mi drżały, gdy go otwierałam. Do dziś są we mnie te emocje. Zresztą podobnie, jak Fela, są już częścią mojego życia.

Wydaje się niemal nieprawdopodobne, że Fela Szeps w czasie pobytu w obozie koncentracyjnym tworzyła swój dziennik. Jak to możliwe, że on ocalał z zawieruchy wojennej?

– Zapiski Feli kończą się w momencie wymarszu z obozu w Grünbergu. Pochorowała się tuż przed wymarszem. Życie uratowała jej siostra Sabina, która prowadziła ją do czeskich Volar. Sabina też zadbała o przechowanie „dziennika”. One te kartki przywiązywały sobie pod ubraniem i tak niosły przez teren dzisiejszej Polski, Niemiec, Sudetów i Czech. Słowo dziennik mówię w cudzysłowie, bo to są luźne zapiski, pojedyncze kartki, kawałki papieru. Dziennikiem stały się dopiero po przepisaniu. Nie zdajemy sobie sprawy, jakim wyrzeczeniem było to, co Fela zrobiła. Papier był wydzielany. Fela musiała go zdobywać. Pisała w ukryciu, bo to było zabronione. A później chowała. Za przewinienia, także takie, trafiało się do KL Auschwitz. Stanęłam przed poważnym dylematem, jak dodać do zapisków Feli tę nienapisaną przez nią, a przeżytą część, czyli marsz śmierci. Ostatecznie przeplotłam jej narrację relacjami innych więźniarek. Myślę, że powstała spójna historia.

Ocenzurowana kartka pocztowa wysłana 16 IV 1943 z dąbrowskiego getta do obozu Grünberg (Zielona Góra) do Feli Szeps. Własność Moniek Rozen, z archiwum www.dawnadabrowa.pl

Napisała pani, że gdyby Fela przeżyła, zostałaby pisarką i prawdopodobnie mieszkała w Izraelu. Ja myślę, że niezależnie od tego, gdzie by żyła, byłaby polskojęzyczną pisarką i pewnie znakomitą. Czy w związku z tym, jest szansa na opublikowanie jej dziennika?

– Fela była pochłonięta myślą o tym, by trafić do Erec. Miała, jak wielu młodych polskich Żydów i Żydówek, marzenie o stworzeniu własnego państwa. To fakt. Natomiast, jestem przekonana, że Fela pisałaby po polsku, bo ona po polsku myślała i czuła. Przyznaję, że źle napisałam o Feli jako przyszłej pisarce, bo Fela pisarką już była. Stała się nią, gdy postanowiła opisać swój obozowy los i to z tak wielkim poświęceniem. Trzeba zrobić wszystko, by wydać jej dziennik w całości. On wcale nie jest łatwą lekturą. Pełno w nim niedopowiedzeń, odnośników do obozowej rzeczywistości, do życia żydowskiej dziewczyny czy nawet wątków filozoficznych. Fela nie była przeciętną dziewczyną, ona była intelektualistką. Na jej grobie w Volarach widnieje zniekształcone nazwisko. Mam nadzieję, że gdy „Dziewczyny z Gross-Rosen” ukażą się w Czechach, uda się coś z tym zrobić. Może zrobimy to wspólnie?

Spróbujmy. Dziękuję za rozmowę. Czekamy na pani nową książkę i zapraszamy na spotkanie z czytelnikami do Dąbrowy Górniczej. 

– Również dziękuję. Zaproszenie jest dla mnie oczywiście wielką radością. Przywiozę na to spotkanie fragmenty dziennika Feli i przeczytamy je wspólnie w jej rodzinnym mieście, za którym tak tęskniła.

AGNIESZKA DOBKIEWICZdziennikarka, publicystka i pisarka. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Autorka dwóch przejmujących książek związanych z obozem KL Gross-Rosen: „Mała Norymberga. Historie katów z Gross-Rosen” i „Dziewczyny z Gross-Rosen. Zapomniane historie obozowego piekła”. Obie zyskały status bestsellerów; pierwsza została przetłumaczona i wydana w Czechach, trwają prace nad wydaniem po czesku także drugiego tytułu.

Rozmowa ukazała się w kwietniowym numerze „Przeglądu Dąbrowskiego”

Czytaj więcej

Nieruchomości

Przetargi na sprzedaż nieruchomości położonych przy ul. Kasprzaka 25 i ul. Polcera

Kultura

Weekend w mieście

Nieruchomości

Przetarg na sprzedaż nieruchomości położonej przy Drodze Wojewódzkiej nr 790

Nieruchomości

Przetarg na sprzedaż nieruchomości położonej w Siewierzu przy ul. Długiej