Dostępne skróty klawiszowe:
Zasiadamy w kokpicie Airbusa A320. Chciałbym powiedzieć, że siedzę za sterami, ale nie ma tu wolanta, czyli koła sterowego znanego mi choćby z Boeingów. Po lewej mam za to drążek sterowy, przypominający po prostu dżojstik. To nie przypadek. Właśnie tym Airbusy różnią się od Boeingów. I właśnie dlatego z Ząbkowic latać można Airbusem A320.
Rozmawiamy w trakcie lotu. Wybrałem Maderę. Tamtejsze lotnisko w Santa Cruz miejscowi – słynący z nadużywania przedrostka „naj” – trochę na wyrost lubią nazywać najniebezpieczniejszym na świecie. Głównie z powodu wiatru, który często uniemożliwia starty i lądowania.
Zwalniam hamulec. Dajemy pełną moc. Musimy się rozpędzić do odpowiedniej prędkości. Zrobimy to przy 140 węzłach. – Przy 140 zacznie pan delikatnie ściągać dżojstik do tyłu – instruuje mnie Przemysław Pniak.
Startujemy. Chowamy podwozie. – Troszkę nos niżej, bo nie utrzymamy prędkości – otrzymuję kolejne instrukcje.
Ustawiamy prędkość przelotową. Silnik wchodzi na właściwe obroty, włączamy autopilota. Potem jeszcze skręt w lewo, w prawo. Ustawiamy wyższą wysokość. Wyłączamy autopilota. W lewo, szybkie wyrównanie, znów się wznosimy, bo zrobiła się burza.
To tak w skrócie, bo choć to tylko symulator, emocje robią swoje.
Bezpiecznie lądujemy na Maderze, podziwiając wcześniej piękne górskie krajobrazy.
– Jeśli ktoś chce podziwiać widoki, powinien wykupić bilet na Wizz Air – z uśmiechem na ustach pan Przemysław sprowadza mnie na ziemię.
Przemysław Pniak jest współwłaścicielem symulatora lotów. Wspólnikiem w biznesie jest Tomek, przyjaciel z Łodzi, z którym przed laty poznali się w Anglii. Obaj mają licencje pilotów, latają awionetkami. Prowadzenie Airbusów to niespełnione marzenie.
Kokpit przy ul. Zabłockiego 28, zamówiony przed ośmiu laty w firmie z Andrychowa, to idealne odwzorowanie Airbusa A320.
– Nie zajmujemy się szkoleniami. To jest po prostu zabawa, a miejsce ma cieszyć – podkreśla Przemysław.
– Przychodzi do mnie też wielu chłopaków, którzy są już pilotami w awionetkach, a mają na przykład rozmowę kwalifikacyjną w Wizz Airze. Symulator to jeden z etapów rozmowy kwalifikacyjnej – dodaje.
Kalendarz wypełniony po brzegi. Nie tylko od poniedziałku do piątku. – Nigdy nie będę milionerem, bo doba ma tylko 24 godziny – przyznaje Przemysław. Podkreśla jednocześnie, że robi wszystko sam, bo to gwarancja renomy tego miejsca.
Miłość do lotnictwa zaszczepił Przemysławowi ojciec, który sam w trakcie służby wojskowej obsługiwał pas wojskowego lotniska w Pyrzowicach. Zaczęło się od modelarstwa, potem były modele sterowane radiowo, wreszcie symulatory.
– Fajnie móc łączyć pracę z pasją, prawda? – podpytuję.
– Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak się pasję zamienia w pracę, to przestaje być pasją – widać, że Przemysław twardo stąpa po ziemi.
A może to tylko pozory? Bo o symulatorze opowiada tak, jakby dopiero go kupił. Z energią, chęcią dzielenia się wiedzą i emocjami. Znajomi, którzy z dziećmi odwiedzili to miejsce, nie mogą się go nachwalić.
Miłością do lotnictwa Przemysław Pniak dzieli się także ze swoim synem. Niespełna 7-latek oczywiście również spędza z tatą czas w symulatorze. Przychodzi, siedzą razem, bawią się, młodszy pokręci bączki. – Chciałbym, żeby w życiu zajął się prawdziwym lataniem – marzy ojciec.
Tekst Piotr Purzyński, zdjęcia Marek Wesołowski
Tekst ukazał się w kwietniowym numerze „Przeglądu Dąbrowskiego”
ulica Zabłockiego 28, Dąbrowa Górnicza
Godziny otwarcia:
Poniedziałek-Piątek: 12:00 – 20:00
Sobota – Niedziela: 09:00 – 17:00