Dostępne skróty klawiszowe:
O Mai Chwalińskiej na całym świecie zrobiło się głośno, gdy w czerwcu, niespodziewanie w opinii sportowych ekspertów, awansowała do finału French Open. Zmierzyła się z Mirrą Andriejewą, jednak musiała uznać wyższość rywalki. W niedzielę znów dokonała tego, co wielu wydawało się niemal niemożliwe. W finale turnieju WTA 1000, rozgrywanego w chińskim Wuhan, wygrała z Sonay Kartal 2:6, 6:4, 6:2. Żeby dojść tak wysoko, Maja – jak wielu sportowców – zaliczyła wzloty i upadki. Wszystko okupiła ciężką pracą, a pierwszy krok na sportowej drodze postawiła w Dąbrowie Górniczej.
Jak na warunki zawodowego sportu, szlifowanie tenisowego diamentu zaczęło się dość późno. Maja przygodę z rakietą i kortem zaczęła jako siedmiolatka, czyli w momencie, gdy przyszłe gwiazdy tej dyscypliny mają już kilkuletnie doświadczenie. Okazja, żeby w ogóle spróbować swoich sił, pojawiła się za sprawą Centrum Sportu i Rekreacji oraz jej przyszłego trenera.
W 2008 r. Paweł Kałuża, pracownik CSiR i późniejszy trener Mai, wymyślił „Tenisową talentiadę”. Akcja, spośród uczniów dąbrowskich szkół, miała wyłonić tych z tenisowymi predyspozycjami. Tak na kort trafiła Maja Chwalińska, która od początku pozytywnie się wyróżniała.
– Maja była najmniejsza w grupie, leworęczna, zadziorna. Widać było, że ma super motorykę, szybkość, skoczność. Rzucała najdalej piłką tenisową, mimo słabych warunków fizycznych – mówił w rozmowie ze SportowymiFaktami Paweł Kałuża.
Treningi odbywały się m.in. na korcie w hali „Centrum”. Szkoleniowiec wspomina, że Maja od początku była skoncentrowana i dokładna, skupiona na poleceniach i kolejnych zadaniach do realizacji. W tak młodym wieku to nie jest oczywiste, bo dzieci łatwo się rozpraszają, nieraz z czasem tracą zapał do gry czy rezygnują z różnorodnych powodów.
Na początku do udziału w tenisowym programie chętnych było około 50 dzieci, testy przeszło 10.
– Miały zajęcia nieodpłatnie. Po roku szkolenie kontynuowała czwórka, wśród nich Maja. Co roku ktoś się wykruszał, a Maja została. Po roku było widać, że to dziewczynka, która lubi sport, wie, czego chce, potrafi się skoncentrować, będąc na treningu. Widziałem, że tenis ją naprawdę pociąga i sprawia jej wielką radość – Paweł Kałuża opowiadał w rozmowie z Gazetą Wyborczą.
Zanim Maja na stałe związała się z tenisem, miała epizody z innymi dyscyplinami. Niewykluczone, że gdyby nie postawiła na kort i rakietę, poświeciłaby się siatkówce.
– Ona zawsze była bardzo żywiołowym dzieckiem. Chcieliśmy ją gdziekolwiek zapisać, żeby tę energię z siebie wydobyła. 20 lat wcześniej nie było tyle możliwości, jak dziś, że możemy 3- czy 4-latka zapisać na jakiekolwiek zajęcia. Gdy Maja miała 6 lat, znaleźliśmy zajęcia z karate. Niech idzie, przynajmniej się porozciąga, powygłupia na tych zajęciach. Potem była „Talentiada” i zajęcia z tenisa. Dodatkowo Maja trenowała siatkówkę i bardzo fajnie jej szło. Dzisiaj mogłaby być libero. Tyle że te zajęcia kolidowały z tenisem, nie dało się ich łączyć. Maja musiała wybrać i wybrała tenis – wspominała w wywiadzie dla Przeglądu Dąbrowskiego Marcela Chwalińska, mama Mai.
Paweł Kałuża był trenerem Chwalińskiej do 2020 r. W tym czasie młoda Dąbrowianka odniosła liczne sukcesy. Zwyciężała i zajmowała czołowe lokaty m.in. drużynowych mistrzostwach świata do lat 16, mistrzostwach Polski do lat 16 w singlu i mikście czy mistrzostw Polski seniorek w singlu. Na szerokie wody wypłynęła w 2017 r., kiedy w parze z Igą Świątek doszła do finału Australian Open. W nim musiały uznać wyższość kanadyjsko-amerykańskiego duetu Bianca Andreescu – Carston Branstine.
W tym czasie, dzięki CSiR i miastu, oprócz opieki trenerskiej miała bezpłatny dostęp do hali, siłowni, kortów i całej potrzebnej infrastruktury, otrzymywała również stypendium sportowe. Jednak rozwój zawodowej kariery sportowej bardzo często wymaga zmiany miejsca. Każdy zawodnik szuka dla siebie optymalnych warunków, geograficznie nie muszą być w pobliżu rodzinnych stron. Maja znalazła je nie w Zagłębiu czy na Śląsku, ale w Bielsku-Białej, w klubie BKT Advantage.
Sukcesy na paryskich kortach znalazły też symboliczne odzwierciedlenie w miejscu, gdzie rozpoczęła przygodę ze sportem.
W czerwcu radni miejscy podjęli uchwałę nadającą jej tytuł Honorowej Obywatelki Dąbrowy Górniczej, a także nazywając jej imieniem korty w parku Zielona.
„(…)Niesamowity sukces Mai Chwalińskiej skupił uwagę całego sportowego świata na Dąbrowie Górniczej, budując wyjątkowo pozytywny wizerunek naszego miasta jako miejsca, w którym rodzą się i rozwijają światowe talenty. Maja Chwalińska stała się w ten sposób najwspanialszą ambasadorką Dąbrowy Górniczej, Zagłębia Dąbrowskiego i Polski. Biorąc pod uwagę powyższe, nadanie Pani Mai Chwalińskiej tytułu Honorowej Obywatelki Miasta Dąbrowy Górniczej jest w pełni uzasadnione i stanowi wyraz najwyższego uznania oraz wdzięczności całej społeczności lokalnej”. – m.in. takie uzasadnienie przytoczono w projekcie uchwały.
„(…)Idealną przestrzenią do trwałego upamiętnienia tego wielowymiarowego sukcesu jest nowoczesny kompleks czterech kortów tenisowych w Centrum Sportów Letnich i Wodnych w Parku Zielona (…). Obiekt ten wybudowano z mączki ceglanej, czyli dokładnie z tej samej, specyficznej nawierzchni ziemnej, na której Maja Chwalińska wywalczyła historyczny finale w Paryżu(…).” – z kolei m.in. tak argumentowano w sprawie drugiej propozycji.
Oba projekty uchwał spotkały się z poparciem większości radnych uczestniczących w czerwcowej sesji.
fot. Polski Związek Tenisowy