Przejdź do menu głównego Przejdź do wyszukiwarki Przejdź do treści

Dostępne skróty klawiszowe:

  • Tab Przejście do następnego elementu możliwego do kliknięcia.
  • Shift + Tab Przejście do poprzedniego elementu możliwego do kliknięcia.
  • Enter Wykonanie domyślnej akcji.
  • ALT + 1 Przejście do menu głównego.
  • ALT + 2 Przejście do treści.
  • Ctrl + Alt + + Powiększenie rozmiaru czcionki.
  • Ctrl + Alt + - Pomniejszenie rozmiaru czcionki.
  • Ctrl + Alt + 0 Przywrócenie domyślnego rozmiaru czcionki.
  • Ctrl + Alt + C Włączenie/wyłączenie trybu kontrastowego.
  • Ctrl + Alt + H Przejście do strony głównej.
2 października 2026

Pierwszy cel: znaleźć się w Pucharze Polski

Drukuj

Będziemy starali się pokazać naszym kibicom, że warto przychodzić i oglądać nasz zespół. Wynik jest ważny, ale chcemy utrzymać ten styl gry, który mieliśmy w zeszłym sezonie: intensywność, tempo, fizyczność i nieustępliwość, bez względu na to, co się dzieje na tablicy wyników. Kibice lubią widzieć, że ich zespół walczy – mówi Artur Gronek, trener koszykarzy MKS-u Dąbrowa Górnicza, którzy 4 października zainaugurują sezon wyjazdowym meczem z GTK Gliwice.

Piotr Purzyński: Końcówka minionego sezonu to awans do najlepszej ósemki po decydujących wygranych ze Stalą Ostrów Wielkopolski i Anwilem Włocławek, a potem zacięta walka w play off z przyszłym mistrzem Polski, czyli Legią Warszawa. Może pan porównać tamtą drużynę z obecną?

Artur Gronek: – Jeżeli chodzi o możliwości czysto koszykarskie, to uważam, że obecny skład jest na podobnym poziomie, co poprzedni, może nawet te możliwości ma trochę lepsze. Natomiast weryfikacja zespołu następuje podczas reagowania na pierwszy kryzys, gdy jest ciężko. Dlatego jest za wcześnie, żeby oceniać ten skład. W okresie przygotowawczym nie ma takiej presji, oprócz tej, którą sami sobie narzucamy, żeby pewne elementy wyglądały na odpowiednim poziomie.

W trakcie przygotowań do sezonu, w finale Memoriału Zdzisława Niedzieli w Lublinie, MKS przegrał ze Startem, mimo że prowadził już 21 punktami. Co się wtedy stało? Dlaczego drużyna nie reagowała?

– Specyfika turnieju. Dużo energii kosztował nas wygrany dzień wcześniej mecz z Legią. Wiadomo, sobie sami stworzyliśmy presję, że to rewanż za play offy. Wiadomo, mistrz Polski, motywacja jest inna.

Natomiast w meczu ze Startem nastąpiło niepotrzebne rozluźnienie w czwartej kwarcie. Prowadziliśmy 15 punktami, Lublin zrobił run 17-0. To jest nieakceptowalne i nie powinno się nam zdarzyć.

Myślę, że niektórzy z nas pomyśleli, że prowadzimy cały mecz, więc dogra się samo. Z jednej strony szkoda tego meczu. Z drugiej to bardzo dobra lekcja, żeby szczególnie nowi zawodnicy mieli świadomość, że w tej lidze gra się do ostatniego gwizdka i każdy zespół będzie próbował wyrwać zwycięstwo przeciwnikowi w każdych okolicznościach.

Dodatkowo Lublinowi też nie można ujmować, to jest bardzo dobry zespół.

Dla Startu w meczu z MKS-em najwięcej punktów rzucił Lucas Williamson, który do Lublina trafił z parkietów NBA [rozegrał siedem meczów w Memphis Grizzlies – przyp. red.]. W MKS-ie też mamy zawodnika z epizodem w San Antonio Spurs. Czy Jordan Hall będzie liderem naszego zespołu?

– Zależy od tego, o co pan pyta. Jeśli o zdobywanie punktów, to myślę, że ma duże predyspozycje, żeby tak było. Natomiast jest jeszcze kilku innych zawodników, którzy mogą go nawet w tym wyprzedzić. Nie chcę ich teraz wymieniać, myślę, że to wyjdzie podczas spotkań.

Czy może być liderem zespołu jako osoba? Myślę, że brakuje mu jeszcze trochę doświadczenia, żeby być takim prawdziwym liderem. Na tę chwilę mamy kapitana Marcina Piechowicza i to on „ma buty” lidera.

Jordan Hall w żadnym zespole nie zagrzał dłużej miejsca. Czytałem opinie, że to indywidualista, nie zawsze z zespołem mu po drodze.

– Ten medal ma dwie strony. On tu przyszedł, żeby zamazać tę opinię, jeżeli taka jest, i otworzyć sobie nowe drzwi. Jeśli to zrozumie, będzie dla nas korzyścią. Bo jeżeli chodzi o warunki fizyczne, o możliwości techniczne, to Jordan reprezentuje naprawdę wysoki poziom. Jeżeli będzie umiał funkcjonować w zespole, to myślę, że w swojej karierze zagra jeszcze na bardzo wysokim poziomie.

Druga strona medalu jest taka, że są spotkania, w których zespołowi nie idzie i wtedy tę niemoc musi przełamać indywidualność. Więc nie można jej stłamsić, bo takie rzeczy będą potrzebne.

Pod pana wodzą MKS grał w poprzednim sezonie na sporej intensywności. Podkreślał pan, że komfort daje obecność w zespole sześciu obcokrajowców. To się nie zmieniło, więc ponownie odczuwa pan ten komfort czy jeszcze czegoś w tej układance brakuje?

– Na tę chwilę jestem zadowolony z drużyny, z podejścia zawodników i charakterów, które dobraliśmy. Opinie, które zebraliśmy o tych graczach, są na tyle dobre, że w normalnych warunkach powinniśmy sobie poradzić z kryzysem. Na pewno nie zmienimy twardości grania, intensywności, kontaktu i fizyczności.

Stawia pan przed zespołem konkretny cel i może o tym głośno powiedzieć?

– Pierwszy cel jest taki, żeby znaleźć się w Pucharze Polski. Czyli trzeba być w pierwszej ósemce po pierwszej rundzie. Dalej nie wybiegam. Zobaczymy, co się stanie.

Powiększył się także sztab szkoleniowy.

– Przede wszystkim o Łukasza Szczypkę, który był już trenerem w Katowicach.

Był także przed laty zawodnikiem MKS-u Dąbrowa Górnicza.

Tak, natomiast ma także doświadczenie jako head coach. Teraz łapie doświadczenie jako asystent trenera. I jest bardzo pomocny. Spojrzenie jego jako byłego zawodnika jest dla mnie istotne. Ale też rzeczy związane z analizą, skautingiem. Dla jednego asystenta to było bardzo ciężkie, więc cieszę się, że więcej ludzi pomaga nam w osiąganiu wysokich wyników.

Wkrótce start sezonu. Widzi pan wyraźnego faworyta, bo mocne zespoły jeszcze się „dozbroiły”?

– Składy wyglądają nieźle. Ale powiem szczerze, że nie interesowałem się jakoś głębiej, żeby oglądać i analizować inne zespoły. Na dziś najistotniejsze są dla mnie dwa zespoły. Pierwszym jest MKS Dąbrowa Górnicza, drugim nasz pierwszy przeciwnik, GTK Gliwice. Wyłącznie na tym jestem skoncentrowany.

Mam jeszcze pytanie o miasto. To będzie pana drugi sezon w Dąbrowie Górniczej. Jak pan się odnajduje poza klubem?

– Mam tutaj wszystko, czego potrzebuję. Nie jestem też bardzo wymagający, bo dużo czasu spędzam w domu, przy koszykówce, bo jestem skoncentrowany na pracy. Ale jest też gdzie wyjść na spacer, są świetne ścieżki rowerowe, są jeziora oraz otwarci i przyjaźni ludzie.

Cieszę się, że w minionym sezonie na mecze przychodziło coraz więcej kibiców. I nie mówię tylko o samym play off, gdzie mieliśmy prawie pełną halę.

Życzę zatem spełnienia pierwszych celów i wszystkiego dobrego w sezonie, który niedługo startuje.

Dziękuję bardzo. Na pewno będziemy starali się pokazać naszym kibicom, że warto przychodzić i oglądać nasz zespół. Z jednej strony wynik jest ważny, z drugiej chcemy utrzymać ten styl gry, który mieliśmy w zeszłym sezonie. Czyli intensywność, tempo, fizyczność i przede wszystkim nieustępliwość, bez względu na to, co się dzieje na tablicy wyników. Kibice lubią widzieć, że ich zespół walczy.

Rozmowa ukazała się we wrześniowym numerze „Przeglądu Dąbrowskiego”

Czytaj więcej

Wiadomości

Spotkanie w Trzebiesławicach w sprawie przebudowy dróg

Biznes

SNIP 20: Czy europejskie technologie uratują branżę automotive?

Komunikaty

wykaz nieruchomości gruntowej do oddania w użyczenie

Komunikaty

wykaz nieruchomości gruntowej do oddania w użyczenie