Dostępne skróty klawiszowe:
– Nie narzekam na nudę ani brak aktywności – mówi Grażyna Osmala. – Moja droga zawodowa, czyli śpiewanie, wciąż stawia przede mną i moim życiowym partnerem nowe wyzwania. Pracujemy nad nowym repertuarem, regularnie spotykamy się na próbach, a przede wszystkim występujemy. Śpiewamy m.in. w przedszkolach i szkołach, gramy też dla dorosłych podczas potańcówek dla seniorów w aquaparku Nemo. W sezonie wiosenno-letnim pojawiamy się również na imprezach plenerowych.
Także na co dzień Grażyna nie ma czasu na nudę. Zajmuje się domem i ogrodem, uwielbia krawiectwo oraz projektowanie strojów. Jest kobietą wielu pasji – w młodości trenowała akrobatykę sportową. Jednak to śpiew od zawsze zajmuje w jej życiu szczególne miejsce.
– Dobry los sprawił, że zawodowo mogę robić to, co kocham najbardziej. Śpiew to dla mnie nie tylko praca, ale przede wszystkim sposób wyrażania emocji i własnej wrażliwości. To ogromna radość, ale też ciągłe mierzenie się z tremą. Za każdym razem, gdy wychodzę na scenę, serce zaczyna mi bić dwa razy szybciej. Tłumaczę sobie, że to dobry znak – oznacza, że nie popadłam w rutynę. Cenię też możliwość spotkań z ludźmi w różnym wieku, rozmowy po koncertach, ich uwagi i pochwały – podkreśla.
Muzyka towarzyszyła jej od najmłodszych lat. Pierwszą inspiracją była starsza o pięć lat siostra, której śpiew nieustannie rozbrzmiewał w domu.
– Była dla mnie autorytetem, ale tak naprawdę byłyśmy zdane głównie na siebie. Rodzice nie traktowali naszej pasji zbyt poważnie, być może z powodów finansowych. Moje zdolności wokalne jako pierwsza dostrzegła nauczycielka w przedszkolu. Później były szkolne akademie, konkursy i występy na obozach harcerskich, gdzie zdobywałam nagrody. Już wtedy akompaniowałam sobie na gitarze, na której nauczyłam się grać samodzielnie.
Siostry uczyły się śpiewu, nagrywając na magnetofonie szpulowym utwory z popularnych musicali i próbując je odtwarzać. Przełomem było przyjęcie do Studia Wokalnego „Katowice”.
– To było spełnienie marzeń – wreszcie uczyli nas profesjonaliści. Naszym pierwszym poważnym występem był Krajowy Festiwal Piosenki w Opolu w 1981 roku, gdzie śpiewaliśmy chórki m.in. dla Krystyny Prońko i Jana Pietrzaka. Niestety, wprowadzenie stanu wojennego sprawiło, że studio przestało istnieć.
Po kilku latach obie zostały przyjęte jako adeptki do Teatru Rozrywki w Chorzowie. Trudna sytuacja finansowa zmusiła je jednak do dodatkowych występów w ramach Estrady Śląskiej. Życiowe zawirowania sprawiły, że drogi sióstr rozeszły się – jedna wyjechała do Belgii, druga do Włoch.
– Miał to być zwykły wyjazd zarobkowy, a okazał się kolejnym etapem mojej muzycznej drogi. We Włoszech spotkałam ludzi, którzy umożliwili mi dalsze śpiewanie. Zwieńczeniem tej sześcioletniej przygody było wyróżnienie i Nagroda Krytyków na XXI Festiwalu Internazionale della Canzone Napoletana-Italiana – wspomina.
Do udziału w „The Voice Senior” zainspirowała ją koleżanka ze Studia Wokalnego – Raisa Misztela, finalistka drugiej edycji programu.
– Pomyślałam wtedy, że może kiedyś, po sześćdziesiątce, i ja odważę się stanąć na tej scenie. Gdy „stuknęła” mi sześćdziesiątka, zaczęłam poważnie rozważać udział i… stało się.
Decyzję w pełni poparli bliscy, którzy nieustannie ją wspierają. – Po przesłuchaniach w ciemno usłyszałam od przyjaciół żartobliwie: „Masz szczęście, wstydu nam nie przyniosłaś” – śmieje się Grażyna. – A zupełnie serio: nie spodziewałam się tak ciepłego odbioru w całej Polsce. Internetowe komentarze były niezwykle budujące. Każda taka opinia to dla mnie jak kolejny odwrócony fotel.
Choć przed występem towarzyszyła jej trema, moment uznania ze strony jurorów rozwiał wszelkie obawy. – Kiedy po pierwszych sekundach utworu odwrócili się wszyscy mentorzy, pomyślałam: „to się nie dzieje naprawdę”. Z radości najchętniej zrobiłabym podwójne salto – bo brałam pod uwagę, że nikt się nie odwróci.
Największym wyzwaniem w programie pozostaje dla niej konkurencja. – Jeśli nie przejdę dalej, będę miała świadomość, że rywalizowałam ze świetnymi wokalistami. Przegrana z nimi nie będzie ani dramatem, ani wstydem. Sam udział w programie to dla mnie ogromne wyróżnienie i piękna przygoda.
Grażyna wraz z partnerem Markiem, z którym tworzy duet zarówno w życiu, jak i na scenie, dołączyła w zeszłym roku do zespołu „Senior Band” z Dąbrowy Górniczej, prowadzonego przez Jerzego Sojkę. Mają już za sobą wspólne koncerty i intensywnie pracują nad nowym repertuarem, regularnie spotykając się na próbach w Pałacu Kultury Zagłębia.
Na zakończenie artystka kieruje przesłanie do wszystkich – niezależnie od wieku – którzy obawiają się pokazać światu swoje pasje: – Dedykowałabym im słowa piosenki „Apetyt na życie” Alicji Majewskiej: „Już nie chcę tracić ani chwili i szkoda czasu mi na sen. Życie jest piękne, lecz krótkie jak przeciąg, dobrze, że chociaż dziś to wiem”. Niedawno usłyszałam też krótką, ale bardzo wymowną bajkę: Strach pukał do drzwi. Otworzyła mu Odwaga. I okazało się, że za drzwiami nikogo nie było.
Aneta Błyszczek
Tekst ukazał się w lutowym numerze „Przeglądu Dąbrowskiego”