iDąbrowa
24
dg03.jpg
Portal - TURYSTA
Święto patronki górników
Redakcja: Anna Zubko
Dodany: 2.07.2009, wyświetleń: 1156
PDF
DRUKUJ
grafika

Dla Dąbrowy, najuroczystsze w całym roku było święto patronki górników – dzień św. Barbary. Równie uroczyście obchodziła je górnicza brać na Śląsku, jak i w Galicji. W całym przemysłowym osiedlu jedna tylko huta nie przestawała pracować, bo wielkie piece nie mogły być wygaszone, ze względu na zawarty w nich roztopiony surowiec żelazny. Oprócz hutników, świętowali wszyscy mieszkańcy osiedla.

Przy drodze zbierały się gromadki górników, które podążały na Koszelew. Tam w podziemiach urządzona była specjalna kaplica z obrazem św. Barbary. Raz w roku, czwartego grudnia, zjeżdżał do kopalni miejscowy proboszcz, by odprawić mszę przed ołtarzem wykutym w węglu. Pod ziemią rozlegało się: „ Święty Boże! Święty, Mocny ! Święty a nieśmiertelny!” Śpiewali wszyscy wraz z kapłanem. Nigdzie pieśń ta nie brzmiała dostojniej jak tu pod ziemią, gdzie odczuć się dawał cmentarny chłód, a kościste widmo śmierci zdawało się znaczyć swe przyszłe ofiary. Ilu z nich przetrwa do następnego górniczego święta? O tym myślał prawie każdy z obecnych. Śpiew rozlegał się coraz potężniej, a jednocześnie rzewniej, zdając się przebijać skorupę ziemi. Wśród modlących dał się słyszeć często płacz sieroty, która była tu poprzednio z ojcem. Serca napełniało rozrzewnienie, wszyscy obecni czuli się braćmi, równymi wobec Boga, zespolonymi wokół wspólnego dla nich niebezpieczeństwa w trudnej pracy górnika. Gdy nabożeństwo skończyło się, zebrani podążali do windy, aby wyjechać na górę. Wszak święto dopiero się zaczęło. Dumnie, z uśmiechami na twarzach, kroczyła górnicza procesja ku parafialnemu kościołowi.

Rzucały się w oczy jednolite, wyczyszczone mundury. Na kołnierzach połyskiwały haftowane złota, nicią górnicze kilofy. Stroju dopełniały skórzane fartuchy. Na czele maszerowała paradnie górnicza orkiestra z cechowym sztandarem na czele. Dalej kroczyli inżynierowie i urzędnicy kopalni. Po bokach przesuwała się gromada kobiet i dzieci.

Górniczy pochód obserwowali wszyscy mieszkańcy osiedla: jedni wyszli na ulicę, drudzy przyglądali się z okien przyległych do ulicy domów. W kościele na ich powitanie biły wszystkie dzwony. Wszak i kościół wiele zawdzięczał górnikom. To oni oddawali część zarobionych pieniędzy na budowę tej świątyni, by mieć gdzie się modlić czy szukać pociechy w sieroctwie. Donośnie grzmiały organy, a ze wszystkich piersi płynął hymn do św. Ambrożego. Z nieba prószyły białe płatki śniegu – jakby strącone anielskimi skrzydłami. Leciały na posiwiałe głowy górników, którzy nie pomieścili się w szczupłym kościółku i tulili się teraz do jego murów.

Całą uroczystość kończył przemarsz górników przed domami inżynierów i dyrektora kopalni. Dla wszystkich był to dzień wolny od pracy, bez straty w wynagrodzeniu. Pomimo święta, każdy otrzymał całodzienną zapłatę. „Szczęść Boże” – wołali górnicy przed domem dyrektora, który wdzięczny za pozdrowienia, serdecznie dziękował im. „Szczęść Boże” – wołali przed domami inżynierów i zawiadowcy kopalni. Wszędzie wymieniano życzenia, ściskano spracowane ręce. Wśród tych ludzi widać było ogromną zażyłość, która rozwinęła się, gdy wspólnie stawali w obliczu niebezpieczeństwa.

Na okolicznych łąkach porozpalano wspaniałe ogniska na cześć patronki górniczej braci – św. Barbary. Grupy roześmianych górników chodziły, śpiewając wesołe piosenki. Raz za razem rozlegały się wybuchy górniczych petard. Dzień 4 grudnia górnicy spędzali na zabawie do białego rana.

"BAŚNIE LEGENDY I OPOWIADANIA z Dąbrowy Górniczej" zebrał i opracował
Włodzimierz Starościak

PDF
DRUKUJ
POWRÓT
ZGŁOŚ
NIEŚCISŁOŚĆ
Wyszukiwarka
rozwiń
fair-play2.png
Walidacja: | XHTML 1.0 | CSS 2.1 |