iDąbrowa
24
011.jpg
iDąbrowa Jak załatwić sprawy w UM Miasto Zdjęcia Filmy Mapa ePublikacje MSIP
bip
                           
Aktualności - MIESZKAŃCY
Zmarł profesor Imieliński
Redakcja: Przemysław Kędzior
Dodany: 19.07.2010
PDF
DRUKUJ
POWRÓT
grafika
Prof. Kazimierz Imieliński podczas zeszłorocznego jubileuszu 80 lecia na Zamku Królewskim w Warszawie.

W piątek wieczorem zmarł prof. Kazimierz Imieliński, pochodzący z Dąbrowy Górniczej światowej sławy naukowiec, prekursor polskiej seksuologii. Prezentujemy ostatni wywiad z profesorem, udzielony tydzień przed śmiercią.


Prof. Kazimierz Imieliński urodził się w 1929 roku w Dąbrowie Górniczej. W czasie okupacji hitlerowskiej ukończył szkołę powszechną, a po 14 roku życia pracował przymusowo jako pomocnik ślusarski. Po wojnie uczęszczał do dąbrowskiego Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Waleriana Łukasińskiego, otrzymując świadectwo dojrzałości w 1949 roku.


Prof. Imieliński położył podwaliny pod współczesną polską seksuologię. Jako pierwszy w kraju uzyskał w 1963 r. tytuł specjalisty seksuologa, a w 1971 r. w Akademii Medycznej w Krakowie przeprowadził pierwszy przewód z seksuologii. Przez wiele lat kierował Zakładem Seksuologii i Patologii Więzi Międzyludzkich Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. Był również organizatorem pierwszej polskiej akademickiej placówki seksuologicznej - Zakładu Seksuologii w krakowskiej Akademii Medycznej. Prof. Kazimierz Imieliński w swojej działalności naukowej prowadził też badania z dziedziny psychologii zapachów i stosowania olejków eterycznych w terapii zaburzeń psychicznych.


W 1990 roku założył Polską Akademię Medycyny, która skupia głównie profesorów medycyny o zainteresowaniach humanistycznych, ale także filozofów, prawników, psychologów i przedstawicieli innych nauk humanistycznych. Celem PAM jest humanizacja postępu naukowego i technicznego w medycynie i integracja jej z innymi dziedzinami nauki.


Na długiej liście publikacji, których był autorem lub współautorem znajdują się m.in.: "Życie intymne człowieka", "Medycyna seksualna", "Seksuologia kliniczna", "Seksuologia społeczna. Zagadnienia psychospołeczne", "Seksuologia biologiczna", "Przekleństwo Androgyne. Transseksualizm: mity i rzeczywistość", "Seksuologia - Mitologia, Historia, Kultura".


Za swoje dokonania w 2003 r. otrzymał Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski. Jego działalność doceniano nie tylko w Polsce. Zgromadził tytuły doktora honoris causa 56 uczelni z 23 państw na 4 kontynentach. Za swoje wyjątkowe zasługi prof. Imieliński był trzykrotnie nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Mimo zaawansowanego wieku, profesor cały czas był aktywny zawodowo. Publikował, uczestniczył w sympozjach i konferencjach, chętnie dzielił się wiedzą z młodszymi adeptami nauk medycznych.


W 1996 roku otrzymał z rąk prezydenta Grecji Constantine Stefanopulosa Medal Hipokratesa za stworzenie nowego kierunku medycznego - medycyny uniwersalistycznej. Polega ona na łączeniu różnych metod medycyny - pochodzących z Zachodu specjalistycznych technik i tradycyjnych, Wschodnich sposobów leczenia.


Choć profesor Imieliński od dawna nie mieszkał w Dąbrowie, był mocno związany z rodzinnym miastem. W Dąbrowie bywał często, prywatnie i podczas oficjalnych uroczystości. We wrześniu 2009r. przekazał do zbiorów Muzeum „Sztygarka" swoje doktoraty honoris causa. W 1997r. Rada Miejska przyznała mu tytuł Honorowego Obywatela Dąbrowy Górniczej.

* * *

Rozmowa z prof. Kazimierzem Imielińskim, przeprowadzona w Warszawie tydzień przed jego śmiercią. Rozmowę przeprowadził red. Ireneusz Łęczek, którego książka „Dąbrowianie znani i mniej znani" zostanie wydana w październiku przez wydawnictwo WDR PROGRES.

Trudno o lepsze wspomnienia...


Kim byli pańscy rodzice, profesorze?

- Ojciec Bolesław pracował jako księgowy w Hucie Bankowej w Dąbrowie Górniczej, ale wcześniej był oficerem Wojska Polskiego, który w półlegalnym trybie został skierowany przez władze do wzięcia udziału w powstaniu śląskim. Ojciec to warszawiak urodzonym przy ulicy Wilczej. Podczas walk o polskość Śląska został ranny. W trakcie zdrowienia poznał moją mamę Janinę, dąbrowiankę, pobrali się i tak został na stałe w Dąbrowie Górniczej. Babcia, czyli jego matka nigdy nie zaakceptowała wycieczki swego syna.

Dlaczego?

- Nie wiem dlaczego, nie znam szczegółów. Ojciec na ten temat nie mówił, a ja nie pytałem. Jak pamiętam babcia tylko raz nas odwiedziła. Może trudne było do dla niej do przełknięcia, że syn uciekł z wielkiej Warszawy do Dąbrowy? Babcia była ze sposobu bycia, a i z nazwiska (Raczyńska) arystokratką. Jednak tak naprawdę wyżej w tej hierarchii stała mama. To tajemnica rodu, ale ja wiem, że babcia z jej strony, która była hrabianką, popełniła mezalians i wyszła za mąż za kowala. Za posag wybudowano cztery kamienice przy ulicy Kołłątaja. Tam mieszkaliśmy pod numerem 23. Jak pamiętam, przy Kołłątaja naprzeciw młyna była także kuźnia. Część kamienicy kupił Pilarz. Jego pierwsza żona była moją matką chrzestną.

Był Pan jedynakiem?

- Miałem starszego o 5 lat brata. Zmarł około 20 lat temu. Był w Dąbrowie nauczycielem, a potem antykwariuszem.

Jak Pan wspomina dąbrowskie dzieciństwo?

- Do wybuchu wojny trudno o lepsze wspomnienia. Do szkoły chodziłem początkowo do siódemki przy ulicy Piłsudskiego, a potem do szóstki. Pamiętam nauczyciela o nazwisku Cubała, który umarł, bo w październiku umył głowę i bez czapki wyszedł na dwór. To była przestroga.
Krótko przed wojną ktoś mi wystrugał z drewna ładny karabinek, imitujący prawdziwy, z którym biegałem jeszcze ostatniego sierpnia. W nocy ta dziecięca broń zniknęła. Przypuszczam że schował mi ją ojciec, bo przecież gdyby Niemcy zobaczyli mnie przymierzającego się z karabinem, mogłoby się to skończyć źle.

Potem nadeszli okupanci...

- Stałem z rękami w kieszeniach na ulicy i widziałem wjeżdżających do miasta Niemców. Uśmiechnięci, zadowoleni, rzucali dzieciom cukierki. Pierwszego maja o 4. nad ranem załomotali kolbami do drzwi, zabrali mojego ojca i uwięzili w obozach koncentracyjnych Mauthausen-Gusen i Dachau. Potem matka biegała z łapówkami, bo zgłaszali się rożni tacy, co to chwalili się znajomościami u Niemców i mieli załatwić uwolnienie taty. Został zwolniony po roku.
Pamiętam jak mama zamieniła nowiutką kanapę i dwa fotele na worek zatęchłej mąki. Piekliśmy z niej placki bezpośrednio na blasze pieca węglowego. Głód nam zajrzał w oczy.

Co Pan robił podczas wojny?

- Ukończyłem 14 lat, więc podlegałem obowiązkowi pracy. Arbeitsamt, czyli niemiecki urząd pracy, skierował mnie do roboty w zakładzie Fitzner-Gamper, niedaleko dworca w Dąbrowie. Zostałem tam uczniem ślusarskim. Nie miałem zielonego pojęcia o posługiwaniu się pilnikiem, którym miałem obrabiać wielkie łożysko. Po kilku tygodniach zorientowałem się, że w ogrodzeniu zakładu jest dziura. Wymykałem się tamtędy do domu, wracając dopiero dla odbicia karty zegarowej. Oczywiście moje kombinacje zostały szybko wykryte. Za karę miałem zostać wysłany na roboty do Rzeszy lecz skończyło się na przeniesieniu do zakładu Fitznera w Sosnowcu. Musiałem wstawać jeszcze wcześniej i tramwajem dojeżdżać na Pogoń, a stamtąd wędrować zimą w klapkach na Środulę.

Dlaczego zajął się Pan seksuologią?

- Odpowiadałem już tyle razy na to pytanie w prasie, radiu i telewizji, że już mi temat obrzydł i dwadzieścia lat temu powiedziałem sobie, że więcej nie będę odpowiadał. Tak zadałem sobie śmierć społeczną, ale osiągnąłem spokój.

Poproszę jednak o wyjątek dla czytelników mojej książki

- No dobrze. W gimnazjum nie miałem żadnej wiedzy o seksie. Gdzieś tam pod stołem przeczytałem „Małżeństwo doskonałe" Theodora H. van de Velde, które będąc seksuologiem przetłumaczyłem na język polski. Małżeństwo moich rodziców nie było doskonałe, miało swoje dobre i złe strony. Mama ukończyła szkółkę dla panienek z dobrego domu. Uczyła się tam śpiewu, języka francuskiego i wielu rzeczy nieprzydatnych do życia codziennego. Pamiętam, że gdy ojciec przychodził na przerwę obiadową do domu, mama nie mogła zdążyć na czas z obiadem. Na tym tle wybuchały konflikty. Ojciec był dobrym człowiekiem. Jeśli się denerwował, musiał mieć swoje powody. Bardzo to przeżywałem, byłem dzieckiem bardzo wrażliwym.
Gdy miałem 3 lub 4 lata mama brała mnie na kolana i opowiadała historyjkę o cudownych, uzdrawiających rękach chirurga. Wywarło to na mnie takie wrażenie, że już podczas nauki w gimnazjum i na studiach chciałem zostać chirurgiem.

No i nie udało się...

- Nie udało się z powodu nakazów pracy obowiązujących gdy ukończyłem studia lekarskie. Z nakazu zostałem internistą w Okręgowym Szpitalu Więziennym w Bytomiu. Dobre było przy tym, że równocześnie mogłem pracować w Klinice Wewnętrznej prof. Kornela Gibińskiego świetnego lekarza i świetnego człowieka. Do dziś utrzymuję z nim dobry kontakt. Pracując w klinice udało mi się wyjechać do Niemiec, do Kolonii na roczny staż dla lekarza - gościa. Tam pierwszy raz zetknąłem się z czymś, czego jeszcze w Polsce nie było, czyli z seksuologią. Jeszcze w Niemczech postanowiłem się specjalizować we wspomnianej dziedzinie. Po powrocie wybrałem Gdańsk jako miejsce specjalizacji u psychiatry prof. Tadeusza Bilikiewicza.
Wyjechałem. Zostawiłem w Bytomiu 100. metrowe mieszkanie w Pałacu Donnersmarcków, zostawiłem etat akademicki, miałem I stopień specjalizacji i perspektywę kariery w zawodzie. Pojechałem poniekąd w nieznane, a z pewnością w niepewne. Tak się zaczęła moja wielka życiowa przygoda z seksuologią.

Do kiedy Pan mieszkał w Dąbrowie Górniczej?

- Do 1949 roku, kiedy to rozpocząłem studia medyczne w Krakowie. Cztery powojenne dąbrowskie lata wspominam bardzo dobrze. W trybie przyspieszonego trybu nauki doszedłem do matury. Uczyłem się dobrze, lubiłem się uczyć. Zostałem harcerzem, prowadziłem harcerską drużynę pożarową. Byłem przewodniczącym sekcji młodzieżowej Związku Byłych Więźniów Politycznych. I chociaż były to czasy powojennej biedy i paczek z UNRY, to cztery powojenne dąbrowskie lata wspominam bardzo miło jako czasy młodości i radości.

Dziękuję za rozmowę.

 

PDF
DRUKUJ
POWRÓT
ZGŁOŚ
NIEŚCISŁOŚĆ
Wyszukiwarka
Rozwiń
konkurs_rewit.jpg
79.jpg
Walidacja: | XHTML 1.0 | CSS 2.1